Jej Wysokość Introwersja

Uważam, że każdy z nas powinien mieć załączoną do siebie instrukcję obsługi. Nasze życie byłoby wtedy dużo łatwiejsze. Dobieranie w pary przebiegałoby mniej dramatycznie, a wychowywanie dzieci to by była bułka z masłem, a nie klops.

Ponieważ tak dobrze jednak nie jest, postanowiłam wystąpić przed szereg, zaświecić przykładem i ułatwić wszystkim ewentualnym apsztyfikantom, potencjalnym przyjaciołom, oraz skazanym na mnie dzieciom, współistnienie na tym świecie.

Rzecz najważniejsza i właściwie jedyna, którą należy wiedzieć to, że choć nie jestem zdiagnozowana klinicznie, z całą odpowiedzialnością i pozostałością zdrowego rozsądku, przyznaję się do bycia introwertykiem.

Proszę nie wpadać w panikę i jeszcze nie wycofywać się do okopów! Introwertyk to fantastyczny typ człowieka! Jest nas wcale niemało, ale najczęściej trzeba takiego ze świecą szukać, bo najlepiej mu z samym sobą. I bynajmniej nie dlatego, że jest to okaz zarozumialca szorującego nosem po suficie, chociaż czasem może sprawiać takie wrażenie. Otóż podstawą do zrozumienia takiego indywiduum jest, i tu zdradzam niesamowicie ważną informację, energia. A energia introwertyka jest bardzo ograniczona i dość łatwo wyczerpywalna, a ludzie po prostu nas męczą! I to wszyscy! Bez wyjątku.

Od tych ukochanych i ulubionych też potrzebujemy przerwy, o czym najlepiej wie moja przyjaciółka, która czasem musi wykazać się żelazną siłą woli i wydzwaniać do mnie po kilkanaście razy, a potem pisać sms-y, że dzwoniła, by w końcu przełamać moją żelazną wolę w świadomym nieodbieraniu jej telefonów. Dlatego parujemy się najchętniej z ekstrawertykami, którzy uparcie o nas zabiegają, gdyż każdy szanujący się inny introwertyk już dawno wydrapałby nas z listy swoich kontaktów.

Jeśli jakiemuś ekstrawertykowi uda się nas gdzieś wyciągnąć to jest to sukces sam w sobie, bo nam się nigdy nie bardzo opłaca lub chce, gdziekolwiek ruszać. Bo niby po co? Siedzenie we własnym towarzystwie, przy winku, herbatce, z książką lub filmem jest samo w sobie bardzo dla nas satysfakcjonujące i fantastyczne.

No, ale zakładamy, że się udało i gdzieś tam leziemy. Bywa, że jesteśmy duszą towarzystwa i okazuje się, że mamy niesamowite poczucie humoru, zazwyczaj z deczka uszczypliwe i sarkastyczne, potrafimy przetańczyć boso do samego rana i w ogóle „Kobieto, nie miałam pojęcia, że jesteś taka zajebista*!”.

Nie odzywamy się jeśli nie mamy nic ciekawego lub ważnego do powiedzenia. Niestety, raczej nie da się z nami pogadać o pogodzie, więc bywa, że zmywamy się po angielsku tylnym wyjściem i mało kto się zorientuje, że nas już dawno nie ma.

Jednakowo, w obu przypadkach, po takim wyjściu nastąpić musi nieuniknione ładowanie naszych baterii. Jesteśmy wyczerpani. Obowiązuje cisza, spokój i zakaz zawracania tyłka do odwołania.

Jeśli byliśmy na koncercie, paradzie, bądź innej uroczystości masowej, to istnieje prawdopodobieństwo, że dowieziono nas tam związanych lub odurzonych. Chyba, że to był koncert naszego ulubionego zespołu wtedy jesteśmy gotowi się poświęcić. (Depeche Mode! Depeche Mode!). Przebywanie w tłumie jest dla nas tym, czym kryptonit dla Supermana. Dlatego raczej nie spotkamy się na mszy w niedzielę.

Udomowiony introwertyk jest niesamowitym skarbem, pod warunkiem, że ma swój specjalny pokoik, w którym może się od czasu do czasu zamknąć i poudawać, że absolutnie nie ma nic wspólnego z ludźmi po drugiej stronie zamkniętych drzwi.

Ale kiedy już wyjdzie ze swojego sanktuarium jest rewelacyjnym kompanem do kanapowego przesiadywania, oglądania filmów, czytania książek, prowadzenia głęboko filozoficznych rozmów (bo my już dawno wiemy o co w tym życiu się rozchodzi), albo tych z krainy absurdu (bo mamy całkiem niezłe poczucie humoru), polegiwania przy rozpalonym kominku (tu nawet uda się nas zachęcić do jakichś romantycznych aktywności), czy grania w karty do bladego świtu (prawdopodobnie damy się ograć i skończymy w skarpetkach).

Bardzo delikatnie należy się z nami obchodzić. Odbierać nasze telefony, bo nienawidzimy nagrywać wiadomości, odpowiadać na nasze sms-y, dawać znać który jest ostatnim, abyśmy wiedzieli, że żaden kolejny już nie przyjdzie. Zaznaczać swoją obecność w naszym życiu, abyśmy byli pewni, że jesteśmy ważni, nawet kiedy siedzimy zamknięci w swojej drewutni.

Bo nic introwertyka tak nie boli jak brak zainteresowania. Skoro wreszcie wyleźliśmy ze swojej skorupy, jesteśmy gotowi porozmawiać, zebraliśmy się w sobie, aby wyruszyć na miasto i poszukać kłopotów, to sytuacja w której nikt nie chce z nami gadać ani nigdzie się powłóczyć, oznacza dla nas tylko jedno – nikt nas już nie kocha!

I tak następuje jeden z wielu końców świata, które przeżywamy regularnie, niemal jak fazy księżyca. (Na te też jesteśmy niesamowicie podatni, więc jeśli gdzieś zobaczycie golasa tańczącego w okół ogniska, to na pewno jest pełnia, i na pewno tańczy introwertyk.)

Jesteśmy indywidualistami i oryginałami, staramy się być prawdziwi i w zgodzie z sobą. Nie podążamy za tłumami. Nasze decyzje, zazwyczaj oparte są na naszym widzi-mi-się/ myśli-mi-się, a nie na ich popularności.

Nie zawieramy pochopnych przyjaźni. Mamy dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla cudzych wad i postępków. Ale podobnie jak nasza energia, ta cierpliwość też jest limitowana. Po trzeciej ostatniej szansie nastąpi nieunikniony koniec znajomości. Nic już nie przebije naszej skorupy. Adios pomidory!

Wrogów nie mamy, przede wszystkim dlatego, że nie uznajemy takiego konceptu. Rozpoznajemy tylko osobniki, na które szkoda naszej energii. Przyjaciół mamy niewielu ale jeśli uda się komuś w końcu wkomponować się w nasze życie, to w razie potrzeby oddamy mu szpik, kawałek wątroby lub jedną z naszych nerek. Będziemy walczyć o wasze prawdy, pokazywać pazury, pomożemy zakopać ciało i damy alibi.

Badania Organizacji Myers-Briggs z 1998, wykazały, że introwertyków w społeczeństwie USA jest aż 50,7%! Oznacza to, że po pierwsze jesteśmy większością, lalala! Po drugie, co drugi czytający rozpozna w tym co napisałam siebie. Po trzecie, również co drugi powinien wyciągnąć wnioski, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że ma introwertyka w domu!

* Tak na marginesie, nie przepadam za tym słowem, ale tak wrosło w język, że nawet profesor Miodek nic nie może poradzić.

 

Reklamy

6 myśli w temacie “Jej Wysokość Introwersja

  1. Jak zwykle rozbawiasz! Ja jestem intro-extro wiec jestem zupełną mniejszością. Powiem ci tylko tyle, że gdyby cię nie wywiało gdzieś do NJ gdzie nawiasem mówiąc wrony zawracają to bym cię gdzieś wyciągnęła! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s