Dancing Queen

Między nami po ulicy,
pojedynczo i grupkami,
snują się okularnicy ze skryptami.
I z książkami,
z notatkami,
z papierami, kompleksami.
Itp., itd.,
itp., itd.,
itd. 

Agnieszka Osiecka „Okularnicy”

 

Jestem krótkowidzem, z wadą wzroku minus dwa i pół po równo w prawym i lewym oku. Właściwie nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ mniej więcej od minus jeden przestaje się bez okularów rozpoznawać własną rodzicielkę, więc nie ma co się za bardzo chwalić tymi dioptriami.

Niemniej jednak uważam, że kobieta z moją wadą powinna kwalifikować się na jakąś rentę zdrowotną. Już tłumaczę dlaczego.

Czasem z okularami jest niewygodnie, nie po drodze, ciężko na nosie, uwierają za uszami, itp., itd.  A ja zupełnie nie nadaję się do codziennego noszenia soczewek kontaktowych. Ciągle mnie coś uwiera, piecze, drapie i przykleja się. A jak się zroluje i wlezie pod powiekę to dostaję kociokwiku, że muszę sobie w oku dłubać!

A jak zdejmuję te moje okulary to wtedy zaczyna być fajnie.

Mama może mi jeszcze wybaczy, że jej nie rozpoznałam, bo przez lata się już przyzwyczaiła,  ale z własnymi dziećmi i facetem to już może być gorzej.

Najgorzej jest jednak kiedy śmigam sobie bez okularów i nie widzę, że kogoś trzeba pozdrowić, przywitać lub odmachać.

Poza tym jest masa innych życiowych czynności, które stają się bardzo trudne do wykonania, kiedy na nosie nie ma okularów.

Taki makijaż na przykład. Wiadomo, że w pewnym wieku kobieta wstając z łóżka nie wygląda jak bogini. Pierwsze poranne spojrzenie w lustro jest czasem traumatycznym przeżyciem i wymaga wielkiej siły charakteru. No, ale coś z tą twarzą trzeba zrobić, aby wyjść do ludzi. Należy ją umalować.

Pomijam już zupełnie fakt, że w dzisiejszych czasach trzeba być  Rembrantem, aby ogarnąć temat makijażu. Gama kolorów w samych podkładach i cieniach do powiek może przyprawić o zawrót głowy, a gdzie tu jeszcze dobrać właściwą pomadkę do odcienia cery i bieli zębów? Kolorystyka to jednak tylko pikuś.

Takie konturowanie, czyli cieniowanie i rozjaśnianie, w celu pomniejszenia nosa, wyszczuplenia twarzy, ukrycia drugiego i trzeciego podbródka, to jest dopiero sztuka!

Albo kamuflażowanie wyprysków, pieprzyków, niepożądanych rumieńców, uwypuklenie zapadniętych kości policzkowych i powiększenie oczu! Jezu kochanieńki! No! I ja to wszystko mam zrobić nie widząc swojej twarzy?

Codziennie rano stoję na palcach jak przyciążała baletnica z brzuchem mało komfortowo polegującym na łazienkowym zlewie, wygięta przy tym w jakiś pałąg, bo aby widzieć co robię mój nos musi niemal dotykać lustra. Spróbujcie sobie w takiej pozycji kocie oko zrobić! Moje pierwsze podejście do namalowania kresek na powiece kończy się zazwyczaj czymś podobnym do fal Dunaju.

Nie wspomnę nawet ile razy dziabnęłam się w oko szczoteczką od maskary, albo namalowałam sobie brwi w innym miejscu niż natura przewidziała.

Albo takie modelowanie włosów. Z okularami na nosie się nie da, bo ciągle z niego spadają, albo włosy z boku głowy przytrzymują. Problem polega na tym, że ze szczotką i suszarką w ręku nie mogę utrzymać równowagi wisząc nad zlewem i jestem zmuszona odsunąć się od niego. Wtedy zupełnie nie widzę swojej twarzy w lustrze. Ja wiem, że tam jest, bo jakaś ciemna plama mi przed oczami majaczy, ale tak w stu procentach to nawet nie mogę być pewna, że to ja. Więc jak mam się uczesać? Lokówka albo prostownica odpadają, bo kwalifikują się jako zabójcza broń. Krzywdę można sobie zrobić i bez włosów skończyć.

Samodzielne farbowanie włosów też mi nienajlepiej idzie i zazwyczaj kończy się piękną ramką szerokości mniej więcej półtora centymetra wokół nasady włosów. Ramka uparcie się trzyma przynajmniej przez tydzień. Czy muszę dodać, że bardzo ciężko jest ją zmywać bez okularów na nosie?

Ale żeby mieć problem z modelowaniem włosów trzeba je najpierw umyć, więc skoro jestem już pod prysznicem to wypada wspomnieć komplikacje przy goleniu nóg. Chociaż właściwie o czym tu gadać? Co może się złego zdarzyć kiedy używamy narzędzia ostrego przy ograniczonej widoczności?

Jasno widać (przynajmniej dla tych ze zrównoważonymi dioptriami), że moje codzienne życie jest walką. Walką, która się zaczyna każdego poranka od próby znalezienia okularów. Nie ma problemu, gdy leżą na stoliku obok łóżka, ale zdarza się, że ich tam nie ma. I wtedy co? Jak je znaleźć jak ni cholery nic bez nich nie widzę?

Nawet zrelaksować się trudno. Plażowanie – nieciekawe. W okularach się nie da, bo słońce daje po oczach, bez okularów zazwyczaj jakimś cudem przysiadam się na leżaczek należący do obcych ludzi.

O pływaniu nawet nie myślę, bo za dużo decyzji do podjęcia. Czy pływać na ślepo? Czy w soczewkach i nie moczyć głowy? Czy w soczewkach i goglach i wtedy moczyć? Czy wchodzić w okularach  i krzyczeć na każdego, kto chlapnie na mnie chociaż kropelką wody?

Jazda na nartach? Jeśli ktoś osiągnął sukces w nakładaniu gogli na okulary proszę o kontakt.

Pogoda. Nikt nie wymyślił jeszcze wycieraczek do okularów, więc kiedy pada deszcz lub śnieg, patrzę na świat jak przez zachlapane i zaparowane okno. Z okularami czy bez i tak nikogo nie rozpoznam. Bardzo proszę o tym pamiętać przy następnej mżawce, kiedy będziemy się mijać na jakimś chodniku.

Aby nosić okulary trzeba iść z receptą do optyka i wybrać sobie oprawki. Ktoś kiedyś próbował dobrać sobie oprawki do twarzy, której dojrzeć nie może? To jest strasznie stresujący proces! Kilkadziesiąt oprawek do przymiarki, a tu ledwo widać czy któraś pasuje! Dlatego postuluję o serwowanie wina i przekąsek u optyków.

Ale są też pozytywne strony noszenia okularów, bądź ich zdejmowania w strategicznych momentach.

Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach życia z jednym meżczyzną czasem dobrze jest zdjąć okulary. Jak się wyobraźnia dobrze podłączy do braku ostrej wizji to nieuczesany facet z brzuszkiem, w kapciach i szlafroku może okazać się potarganym przygodami i smaganym wiatrem rycerzem w pelerynie, a wtedy życie małżeńskie zyska na wartości dodatniej. A jeśli nam rycerz bałagan w kuchni zrobi, kibello obsika albo śmieci nie wyniesie, to  i tak nie dojrzymy i spokój będzie panował w naszym zameczku.

Można przeoczyć, że te piękne buty, które śpiewały do nas „kup mnie, kup mnie”, kiedy przechodziłyśmy obok nich w sklepie, kosztują więcej niż ustawa przewiduje, ale przecież cena była wydrukowana takimi małymi cyferkami.

Skoro ciężko jest rozpoznać czyjąś twarz to tańczenie „jakby nikt na nas nie patrzył” nabiera nowego wymiaru. Totalny relaks na parkiecie i „You are a dancing Queen!”.

Z tego samego powodu spokojnie można bez okularów strzelać głupoty i puszczać bąki, bo i tak nie zobaczymy jak inni przewracają oczami albo marszczą nosy.

Mimo wszystkich niedogodności fajnie być okularnicą, często dlatego, że postrzegane jesteśmy jako osoby inteligentne. I nie będę absolutnie nikogo wyprowadzać z tego błędu podając liczne przykłady, kiedy mój osobisty brak rozumu kłuł w oczy nawet ślepego. Czegoś się trzeba trzymać.

Więc jako inteligentna okularnica z fatalnie umalowanymi oczami, potarganymi włosami, niedokładnie ogolonymi nogami, informuję, że szukam pokrewnego dioptralnie mężczyzny, niezdolnego do dojrzenia szczegółów mojej fizjonomi, za to chętnego do szalonego wyginania ciała na parkiecie w rytm Abby oraz popijania mieszanych „na oko” wyskokowych drinków.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s