Licho nie śpi

Nie tak dawno temu zaprzyjaźniony tubylec dostał niemal zawału serca, kiedy wydarłam się nieludzko, gdy postawił  trampki na stole. Ruszyłam na niego, tubylca znaczy, galopem, z obłędem w oczach, jednym zamachnięciem ręki cisnęłam obuwiem w najdalszy róg pokoju.

Jak się okazało, nie przycelowałam dobrze i jeden trampek uderzył w świecznik z zielonego szkła stojący na moim biurku, który upadając na podłogę musnął butelkę z atramentem. Butelka przewróciła się na bok, a że zakrętka była już pęknięta, więc atrament wysączył się na rękopis, który miał wielkie szanse na bycie czymś ważnym, jakieś 150 lat po mojej śmierci.

Wycierając atrament, splunęłam trzy razy przez lewe ramię oraz odpukałam w niemalowane drewno, które dzięki Bogu, było pod ręką w postaci lampki wykonanej przez koleżankę artystkę. Wszystko to tak na wszelki wypadek, bo licho nie śpi.

Tubylec w tym czasie stał jak słup soli z rozdziawionym otworem gębowym i wzrokiem wskazującym na to, iż właśnie dokonał niesamowitego odkrycia. Odkrył mianowicie mnie – nowy gatunek – ni to pies, ni wydra. Niby normalna kobita, ale coś tu zdecydowanie nie tutu.

Jak się okazało trampki były dla mnie. Nowiutkie, śliczniutkie, w kolorze uroczo blue. Oczywiście, ostro i kategorycznie odmówiłam przyjęcia, co przyczyniło się do powiększenia opadu szczęki wspomnianego mężczyzny i nabrania stalowego deseniu przez jego oczęta.  Podminowana jeszcze adrenaliną pozostałą po zażegnaniu wiszącej nad nami kłótni, podniesionym głosem zażądałam wyjaśnień.

-Czy tubylec ma mnie już dosyć?

-Czy życzy sobie zakończyć znajomość?

-Jeśli tak to dlaczego w tak podstępny i wyrafinowany sposób?

Skołowałam faceta całkowicie. Jemu też się podniosła adrenalina. Przede wszystkim, o czym ja bredzę? To on tu z prezentem, a ja szturmem na niego, i krzyczę i pluję!

No i tłumacz teraz baranowi! Sam awanturę wywołał, głupka pali i od wariatek wyzywa!

Przestępstwo numer jeden – buty na stole. Będzie kłótnia. Nie wierzy? A niby teraz to co robimy? Gruchamy sobie? Sprawdziło się? Sprawdziło! Więc zamilczy!

Przestępstwo numer dwa – buty w prezencie. Obdarowany odejdzie. I to prawdopodobnie w tych butach. Nie wierzy? To “pogruchajmy” sobie jeszcze i zobaczymy dokąd razem zajdziemy.

Wylany atrament – zły omen! Jeśli nie pozwolimy mu samoczynnie wyschnąć, tylko sami go usuniemy, to oddalimy od siebie pecha. Całe szczęście, że wytarłam zanim wyschnął! Pal licho (ha!) mój rękopis i niebieskie po nadgarstki palce u dłoni!

Swoją drogą pisanie wiecznym piórem okazuje się być prowadzeniem stylu życia na krawędzi, a nie tylko szpanowaniem, że się jeszcze ręcznie pisze, a w dodatku takim czymś co dzisiejsze dzieci muszą wyguglować.

Przewrócona świeca – pech. Dobrze, że mi czerwony świecznik do dekoru nie pasował, bo dopiero by się narobiło! Zbite zielone szkło może przynieść “tylko” rozczarowanie. Na szczęście wiem jak to zło odczynić. Należy pozbierać wszystkie rozbite kawałki i zakopać w ziemi, najlepiej przy pełni księżyca.

Tubylec był już zmęczony duchowo i nadszarpnięty emocjonalnie, więc bez protestu potuptał za mną na zewnątrz, a stamtąd do garażu, gdzie dostał łopatę do wykopania dziury w ziemi.

Za chwilę znowu podniósł mi ciśnienie, bo chciał wejść z powrotem do domu przez boczne drzwi, nad którymi stała drabina prowadząca na pawlacz. Znowu krzyczę, tym razem ciutkę ciszej, żeby się na poważnie nie wystraszył, że nie wolno!!!

-Why??? – pyta

-No ludzie! Przecież swojego anioła stróża w łeb walniesz!

Zaczęło padać, ale jak mus to mus, zielone szkło należy pochować, a pod tymi chmurami, łysy pewnie i tak na nas promieniuje.

Tubylec, przyznać muszę, że mimo iż mało obyty folklorystycznie, gentelmenem jest, więc złapał się za parasol. Dzięki bogu, że miał już w ręku łopatę i mało się ogarnąć mógł, bo by mi ten parasol w chałupie rozłożył! Trochę mu ręce drżały, kiedy sycząc pod nosem “Niiiieeee!” zabrałam mu parasolkę.

-Why? – pyta znowu. Nerwowy jakiś…

-No, jak to why? Parasole są od chronienia przed burzami na zewnątrz. W domu są od tego dobre duchy i nie należy ich wkurzać używając innych talizmanów. Chyba logiczne, no nie?

Tak jakby łagodniej się na mnie popatrzył, złapał pod ramię i wyszliśmy. Za progiem okazało się, że w tym zamieszaniu łopata została w domu. Wracamy. Oczywiście natychmiast obróciłam tubylca wokół własnej osi, posadziłam go na stojącej w przedpokoju mojej ukochanej pomarańczowej kanapie, zwanej Robertą, i kazałam policzyć do dziesięciu.

Kolejne “Why” to już niemal z siebie wyjęczał.

-Człowiek, który zawraca z raz obranej wcześniej drogi przerywa magiczny krąg życia. Trzeba odczekać, żeby krąg miał szansę się domknąć. Jasne?

-Aha…

Tubylec wykopał mi śliczną dziurkę, do której złożyłam zielone szkiełka. Burza rozszalała się już na dobre, więc postawiłam łopatę pod drzwiami frontowymi ufając, że uchroni dom przed piorunami. Powinna być niby taka do chleba, ale łopata to łopata. Mamy XXI wiek i trzeba jakoś sobie dawać radę w obliczu postępującej cywilizacji i braku piecy chlebowych w gospodarstwach.

W domu szybciutko zasłoniłam lustro szalem, postawiłam zapaloną świecę w oknie, a obok niej obrazek z Maryjką. Tubylec łypnął na mnie wzrokiem, ale nie wydał już z siebie żadnego “Why?”. Ciekawa jestem, czy jakbym tego wszystkiego nie zrobiła i pierdyknął by piorun a w lustrze zobaczyłby ducha jakiegoś rodzinnego zmarlaka, to też by tak się pod nosem uśmiechał?

-Jesteś głodna? – zapytał. No, ba! Zawsze!

Trochę się zdziwił, kiedy zaczęłam buty ubierać. Myślał, że będę gotować, czy co? W lodówce tylko rosół, a wiadomo, że przy burzy może się zwarzyć, ale nie mam już siły wszystkiego mu tłumaczyć. Ileż można!

Czemu tego narodu niczego pożytecznego w szkołach nie uczą? Temat lekcji: “Jak przeżyć życie i nie zginąć.” bardzo by im się przydał.

Może powinnam rozejrzeć się za kimś innej narodowości? Nie dam rady facetowi życia ciągle ratować! To mną się trzeba zaopiekować, do cholery! Licho nie śpi!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s