Mleko w tubce

Czasem tak się zdarza, że chwilę się zagapimy i okazuje się, że od jakiegoś już czasu przebywamy w związku z przeterminowaną datą ważności.

Wiadomo jak to z takimi datami jest. Jeden produkt ma zaledwie kilkudniową i należy go szybko spożyć. Rewelacyjnie smakuje, pobudza wszystkie kubeczki smakowe, wcinamy jak mały dzieciak kogel mogel. Zaraz po skończeniu chce się następnego, ale po mniej więcej trzech, czterech, na samą myśl o nim zaczyna nas mdlić. Może po jakimś czasie spożyjemy go jeszcze raz, w nadziei, że powrócą wszystkie fantastyczne doznania, które kiedyś przynosił, ale taka próba zazwyczaj kończy się kapciem w buzi.

Drugi, ma datę średniej długości, czasem trzeba go konsumować codziennie, no bo jest i szkoda, żeby się zepsuł, ale już wiemy, że na stałe w naszym jadłospisie nie zagości. Ewentalnie od czasu do czasu. Jak się skończy płaczu nie ma, bo nasycił nas wystarczająco i, i tak chce nam się już spróbować czegoś o innym smaku.

Trzeci, z bardzo długą datą, żremy codziennie, czy tego chcemy czy nie, bo zobowiązaliśmy się wytrwać w jakimś programie żywienia, albo, co gorsza, wykupiliśmy plan z dostawą do domu. Na początku smakował rewelacyjnie, ale z czasem stracił na atrakcyjności smakowej. Bywa, że decydujemy się na niego ze względów zdrowotnych, wtedy szału nie ma, ale jest dobre samopoczucie, że potrafiłyśmy wybrać z głową i zrezygnować z czegoś nieprzynoszącego nam korzyści.

Ale ponad tymi wszystkimi przykładami jest jeszcze mleko w tubce. Takie mleczko można wciągnąć na jednym posiedzeniu albo ciumciać powolutku delektując się jego słodyczą. I tak i tak jest mniam mniam. Nikt nie sprawdza daty, bo nie ma takiej potrzeby. Niebo w gębie, język w dupie!

Tak się interesująco złożyło, że znów zaczęłam randkować. Takie randkowanie to jest całkiem poważna dyscyplina sportu i absolutnie nie należy do niego podchodzić zbyt lekko.

Już rozgrzewka, czyli wybieranie kandydata na spotkanie, jest wyczerpująca. Jeśli gościu jest kolegą koleżanki trzeciego kuzyna byłego męża byłej szwagierki, to można zaryzykować i umówić się prawie w ciemno, bo zakładamy, że aż na taką wielką minę nas nie wrzucą. Jeśli kandydata trzeba wyłowić z wirtualnego oceanu pełnego samotników, to proponuję przygotować maści rozgrzewające, gdyż przesuwanie setek zdjęć bardzo obciąża stawy palców, w szczególności kciuka.

Przeglądanie galerii facetów przypomina kupowanie butów na Internecie. Najpierw lecimy wizualnie i wybieramy wszystkie, które nam wpadną w oko. Potem czytamy opisy i okazuje się, że nie wszystkie pasują do naszego stylu chodzenia i poziomu aktywności. Na koniec decydujemy, które chciałybyśmy przymierzyć.

Tak swoją drogą, wybór właściwej pary butów jest dużo łatwiejszy i przynosi mniejsze ryzyko, dzięki zakładce pod tytułem “Oceny konsumentów”.  Ktoś powinien stworzyć portal randkowy, na którym można facetowi recenzję wystawić. Uchroniłoby mnie to np. przed kliknięciem na pana, który na pierwszą randkę zaprasza mnie do Taco Bell, albo innego, który o szóstej rano budzi mnie zapytaniem czy chcę do niego wpaść i strzelić mu po tyłku z pejczyka.

Osobiście lubię się do każdego spotkania przyzwoicie przygotować. I wcale nie chodzi mi o to co ja mam na siebie włożyć, bo wiadomo, że nigdy nie mam nic, czy o depilację, manicure, lub kolorowanie odrostów.

Ja się przygotowuję merytorycznie. Poprzedzające randkę rozmowy, bynajmniej nie dotyczą czym się potencjalny apsztyfikant interesuje, ile ma dzieci, byłych żon, samochodów i jak wysoki przelicznik ma jego historia kredytowa. Mnie interesuje, gdzie zabierze mnie jeść. A jak już będę pałaszować jedzonko, to niech on sobie do woli do mnie gada. Istnieje nawet szansa, że zostanę do deseru.

Od kiedy odkryłam, że właściwie bardziej mnie rajcuje poznawanie nowych restauracji niż nowych mężczyzn, randkowanie stało się fascynującą dyscypliną.

Na razie, więc mój jadłospis składa się przede wszystkim z produktów o bardzo krótkiej dacie ważności, ale przy odpowiednio dozowanej różnorodności i nieprzywiązywaniu się do jednej marki, można bardzo przyzwoicie rozwinąć swoją paletę smakową i to bez ponoszenia kosztów finansowych lub moralnych. Jedna, dwie randki i panu już dziękujemy.

Oczywiście zdarzają się zawodnicy, których poczynania śledzę z zaciekawieniem kibica. Gdzie rozegra się następna partia? Oto jest pytanie! Całkiem możliwe, że data przydatności do spożycia tych kilku okaże się dłuższa, niż mi się wydawało.

Ale! W oczekiwaniu na mleko w tubce umówiłam się na ostrygi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s