Dmucham na liście

Jest niedziela, wpół do szóstej rano, a ja już dawno po pierwszym kubku kawy. Jak co weekend, ta sama sytuacja – mogę pospać, ale nie mogę.

Dzisiaj pierwsze przebudzenie nastąpiło o trzeciej dziewiętnaście, i tylko moja siła woli zatrzymała mnie jeszcze trochę w łóżku. Tak swoją drogą, to ta siła woli mogłaby zacząć działać zdecydowanie bardziej stanowczo, kiedy podążam w stronę lodówki o nieprzyzwoicie późnej porze z grzesznymi intencjami złamania jednego z siedmiu grzechów głównych.

Myślę, że takie niekontrolowane wczesne wstawanie jest, niestety, oznaką dorosłości. Przykro mi, że mi nie wyszło. Z całych sił starałam się nie dorosnąć. Pozostaje jeszcze nadzieja, że to tylko ciało, może trochę rozum, ale nie dusza. Że mentalnie ciągle jeszcze mam pryszcze i strupy na kolanach, a w razie draki mogę uciec do mamy.

Jesień się kończy i piękne złote liście po opadnięciu przestały być takie piękne , a stały się kupą tałatajstwa, którą trzeba zgrabić lub wydmuchać.

W celu wypożyczenia maszyny do dmuchania pojechałam do sklepu. Tam przypomniało mi się, że muszę wymienić sześć z dziewięciu żarówek w kuchni, bo już zgaduję co do garków wrzucam i może być to zagrożeniem dla zdrowia potomstwa, a przecież powinnam być osobą odpowiedzialną, bo jestem dorosła, bo wcześnie wstaję, i to sama, i nikt mnie nie musi budzić!

Kupowanie żarówek na chybił-trafił jest dość wyczerpujące, ale mus to mus. Stwierdziłam, że skoro mi tak dobrze idzie, to kupię jeszcze jarzeniówki do piwnicy, bo czasem przejście w absolutnych ciemnościach , przez całą jej długość, do jedynej lampy, którą jeszcze wydaje z siebie jakieś światło, jest wyczynem podwyższonego ryzyka, a ja jestem osobą dorosłą przecież. No i jak będzie tam jaśniej, to może zacznę robić pranie z większą częstotliwością, bo na razie jakoś mi marnie idzie. To pewnie ten dzieciak we mnie walczy…

Poleciałam jeszcze po śrubki, bo karnisz w łazience trzeba wreszcie przykręcić. Brak zasłonki powoduje, że po wieczornym prysznicu, tańcuję z ręcznikiem jak panienka z wodewilu, starając się tak wytrzeć, aby sąsiad po drugiej stronie ataku serca z nadmiaru wrażeń nie dostał. Po drodze złapałam dwie doniczki z fiołkami, bo śliczne były, a na pięknie nie ma co oszczędzać.

Jeszcze wskoczyłam na Marthę Steward, bo mi pędzel do wosku potrzebny. Znowu meble maluję. Mój wymarzony, okrągły stół po kilku miesiącach stania w garażu doczekał się przeróbki. Jak go pomalowałam, to okazało się, że krzesła też muszę, bo się nie komponują. No, a potem jeszcze ławę i szafkę przeleciałam farbą…

Gdzieś pomiędzy plastrem weneckim a bejcami zrobiłam mentalną notatkę, że powinnam do sklepu z tkaninami podjechać, bo muszę obicia na krzesłach zmienić, a przy papierze ściernym dotarło do mnie z brutalną klarownością, że kanapa zupełnie mi do ławy nie pasuje. Qurdę!

Widok tałatajstwa na trawniku pod domem uświadomił mi, że zapomniałam o maszynie do dmuchania na liście. W domu okazało się, że żarówki jednak nie te. Postanawiam, więc nie grać więcej w toto lotka i zacząć zabierać  ze sobą listy z zakupami, zamiast namiętnie zostawiać je na biurku. Ale z jarzeniówkami trafiłam. Okazuje się, że mierzenie długości na oko i rozstaw rąk, jest całkiem poprawną metodą.

Wraciłam do sklepu wymienić żarówki. Tym razem wzięłam starą ze sobą, żeby nie było. Przechodząc obok choinek i rozmarzam się jak pięknie będzie w tym roku moja wyglądała obok nowego stołu z pięknie obitymi krzesłami i ławą. Widok niepasującej kanapy wyparł placek dyniowy, o który poprosiła Amelia. W sumie to tylko rzut beretem, mogę podjechać i kupić. Podjechałam, kupiłam.

Widok tałatajstwa na trawniku pod domem uświadomił mi, że zapomniałam o maszynie do dmuchania na liście. Znowu! Ja chcę do mamy!

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Dmucham na liście

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s