“Hamuj! Hamuj!”, “Cofaj! Cofaj!”

Parę tygodni temu, z grupą przyjaciół wybraliśmy się na grzyby. W Ameryce kawę, jedzenie i szopkę bożonarodzeniową załatwia się przez “drive through”, więc nic dziwnego, że grzyby zbiera się podobnie. Wszyscy gapią się przez szyby samochodu, a kto pierwszy grzyba w lesie albo przy drodze wypatrzy drze się “Hamuj! Hamuj!”, a potem “Cofaj! Cofaj!”.

Na szczęście zbieranie w tym stylu jest wyczerpujące fizycznie i nerwowo, więc po pierwszych kilku kilometrach, wreszcie zaparkowaliśmy i wleźliśmy w las w tradycyjny sposób.

Ponieważ, kiedy wszyscy idą w prawo to ja lezę w lewo, momentalnie zgubiłam resztę wycieczki. Po jakimś czasie zrobiłam więc kółeczko i wróciłam do samochodów, bo mi się wydawało, że łatwiej będzie mnie odnaleźć. Tam doszło do mnie, że zostałam porzucona, bo nikt na mnie nie czekał i mnie specjalnie nie szukał. Woleli grzybów szukać.

Strzeliłam focha i wlazłam w pierwsze z brzegu krzaki, w których przez następne pół godziny skosiłam dziesięć kilo wrednych do obierania maślaków. Przy okazji zacięłam się w kciuk. Trochę zaczęłam krwawić i palec mi zdrętwiał, więc zacięłam się jeszcze dwa razy w ten sam opuszek, chyba tylko dla potwierdzenia, że wreszcie udało mi się znaleźć w domu naprawdę ostry nóż.

Wyczołgałam się z krzaczorów z okrwawioną dłonią i owiniętym liśćmi kciukiem. Posnułam się w granicy rzutu kamieniem od samochodów, powłaziłam jeszcze w jakieś krzaki i dozbierałam grzybów. Smutno mi się zrobiło, bo komórka w aucie, zapalniczka w aucie, herbata z prądem w aucie, a auto zamknięte.

Zorientowałam się, że w którychś krzakach zgubiłam berecik. Poleciałam go szukać, bo to jedyne okrycie głowy, w którym wyglądam w miarę rewelacyjnie. Cały czas targałam ze sobą siatę z wredynmi maślakami, bo ciągle na jakieś właziłam i dokładałam. Żeby nie używać kciuka obcinałam im nóżki ruchem od siebie, dzięki czemu zacięłam sobie środkowy palec w drugiej dłoni. Obie ręce spływały krwią, ale dzięki temu liście mi się lepiej trzymały. Jakimś cudem znalazłam czapkę. Uff! Z ulgą stwierdziłam, że jest nadzieja i przeżyję tą jesień z fasonem.

Moja wycieczka wreszcie się odnalazła i wyraziła podejrzenie, że popełniłam czyn karalny dożywotnim więzieniem lub wyrokiem śmierci. Uspokoiłam, iż nie ma obaw, że ciało kiedykolwiek znajdą.

Załadowaliśmy kosze i torby do samochodu i w drogę! Znowu “Hamuj! Hamuj!” i “Cofaj! Cofaj!”.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na późne śniadanie w typowym amerykańskim dinerze, gdzie w niedzielę o tej porze ruch jak na dworcu centralnym. W oczekiwaniu na stolik towarzystwo zgromadzone w hallu obrzuciło mnie podejrzanymi spojrzeniami. Okazało się, że mój biały sweterek, kolor tak bardzo rozsądnie wybrany na wycieczkę do lasu, nabrał z deczka barw narodowych. Zdecydowałam się więc dzielnie przejść przez całe dwie sale i chociaż ręce umyć. Kiedy weszłam do łazienki pani przy zlewie, aż odskoczyła na widok okrwawionej baby w kaloszach po kolana, w zakrwawionym swetrze i zbrukanymi krwią rękoma. Całe szczęście, że miałam na głowie berecik, który niewątpliwie złagodził mój wizerunek.

Bez zaglądania do karty zdecydowałam się na jajka Benedykta i doszłam do wniosku, że muszę swoje paluchy czymś opatrzyć, bo ciężko mi się będzie je jadło. Poprosiłam więc kolegę, który miał za swoimi plecami kelnera sprzątającego stół obok, aby go poprosił o dwa plasterki. Ku mojemu zdziwieniu, kolega popatrzył się na mnie jak na wariatkę, takim samym spojrzeniem obrzuciła mnie jego lepsza połowa, po czym stwierdził, że idioty z siebie nie będzie robił i o bekon z cudzych talerzy nie poprosi, mogę poczekać i sobie zamówić. Chwilę mi zajęło zanim zareagowałam śmiechem, bo oczami wyobraźni właśnie owijałam sobie palce smażonym bekonikiem.

Po powrocie do domu znalazłam igliwie w galotach i gałązki w staniku i gdyby nie dziesięć kilo wrednych do obierania maślaków pomyślałabym, że byłam w tym lesie w zupełnie innym celu i to bynajmniej nie tym karanym dożywotnim więzieniem.

Następnym razem zostawiam nóż w domu, będę grzyby wyrywać. Ale na wszelki wypadek zabiorę plasterki. Nie, nie bekonu!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s