Prima Aprilis

Z pełną świadomością zdecydowałam się zajść w drugą ciążę. Jako jedynaczka, dość wcześnie zaplanowałam sobie, że będę miała chłopca i dziewczynkę i nie ma zmiłuj się. Plan wykonałam. JeszczeMąż bardzo prosił, abym ze względu na prowadzony przez nas biznes, nie rodziła w okolicach żadnych świąt, i tu trochę mi nie wyszło, ponieważ z pełną świadomością zdecydowałam się urodzić dziecko w Prima Aprilis. A Wielkanoc wypadała 5 kwietnia. Woops!

W ostatnich dniach marca poszłam rano na cotygodniową kontrolę do lekarza, na której okazało się, że mam za wysokie ciśnienie i coś tam jeszcze, po czym zawieziono mnie windą na trzecie piętro szpitala, ubrano w koszulkę w kolorze blue, i położono do łóżka.

Takie koszulki są niesamowicie mało wygodne, za duże, bo w zamierzeniu mają pokryć ciała w różnych rozmiarach, a mój rozmiar w tamtym momencie był z deczka monstrualny, więc ciągle podwiewało mi tyłek. Cienka koszulka, cienke szpitalne prześcieradełko i kocyk nie były w stanie zapewnić mi komfortu! Skandal! W końcu to Ameryka! Luksus się należy, no nie?

Pomarzłam sobie ze dwie godziny, po czym doszłam do wniosku, że nie bardzo mogę zostać. Pierworodny w przedszkolu, nikt nie wie, że ja na porodówce, a do tego nie bardzo było czuć, żebym ja z siebie dziecko tego dnia wydała. Ubrałam się więc z powrotem w swoje ciążowe dresiki, poturlałam się do recepcji i skłamałam pielęgniarkę, że naprawdę bardzo mi przykro, ale ja już muszę iść. Siostra łypnęła na mnie wzrokiem i powiedziała, że mam wrócić jak najszybciej. Żartów nie ma. Tak, tak, oczywiście. Niezwłocznie wrócę.

Ucieczka z porodówki nie rozwiązała do końca mojego problemu gdyż, ciąża to taki śmieszny stan, który zazwyczaj kończy się dzieckiem…  W domu zajrzałam do kalendarza, w celu znalezienia odpowiedniego momentu na zakończenie dziewięciomiesięcznej otyłości, ale jakoś nie potrafiłam się zdecydować na datę. Przekartkowałam więc wielką księgę pod tytułem “Sekretny język urodzin” i wyszło mi, że aby nie mieć pochrzanionego astrologicznie dziecka, muszę je urodzić pierwszego lub siódmego kwietnia. W ułamku sekundy dotarło do mnie, iż nie ma takiej możliwości, żebym była ciężarówką przez następne dziesięć dni! Ucieczka ze szpitala, sama w sobie, bardzo nadwątliła moje możliwości fizyczne.

Pierwszego kwietnia dałam się więc zawieźć na porodówkę ponownie. JeszczeMąż pożegnał mnie przy recepcji oznajmiając, że wpadnie później, bo świąteczną dostawę do sklepu musi zrobić. Znowu dostałam odkrywającą dupsko koszulkę, ale nauczona doświadczeniem od razu poprosiłam o jeszcze dwa kocyki.

Niedługo po tym jak udało mi się wdrapać na łóżko, przyszła pielęgniarka z kroplówką mającą wywołać poród. Jeszcze niczego niepodejrzewająca leżałam sobie spokojnie czytając Dana Browna. Dzisiaj twierdzę, że wpuszczono mnie na minę.

Po pierwsze, Pierworodny dał mi do wiwatu rodząc się jako ponad pięciokilowe dziecko. Lekarz się bardzo na koniec ucieszył z dumą oświadczając, że to jego pierwsze takie duże dziecko urodzone metodą naturalną. Miał szczęście, że nie miałam już siły więcej kopać, bo musiałam wcześciej z siebie zwalić pokaźnych rozmiarów pielęgniarkę.

Po drugie, nikt mi nie powiedział, że poród wywoływany boli bardziej niż rodzenie ponad pięciokilowego dziecka. Skandal numer dwa!

Po południu, JeszczeMąż pojawił się z moją mamą, synem i kwiatami, w przekonaniu, że ja już sprawę załatwiłam i zostanie mu tylko kilka fotek strzelić. Nic bardziej mylnego. Byłam już na dobrej wkurwie i dawno przestałam czytać Browna.

Czas leciał nieubłagalnie, ja w bólach, do dziecka jeszcze daleka droga, a tutaj coraz mniej z tego 1 kwietnia zostało! Jaja jakieś! Trza przeć mocniej!

Około dwudziestej moja córka postanowiła się wreszcie ruszyć. Przyszła pani anastezjolog i zapytała czy chcę epidural, i jak do tego dnia byłam przekonana, że połowę mniejszego dzieciaka to z palcem wiadomo gdzie urodzę, tak wtedy stwierdziłam, że chyba jednak nie dam rady. Owszem poproszę epidural. Pani na to, że warunkiem jest abym przez trzy minuty była w stanie usiedzieć bez ruchu. Zastanawianie się, czy to w ogóle będzie możliwe zajęło mi kilka minut.

A potem to JeszczMąż wpuścił mnie na następną minę. Wydawałoby się, że facet przy rodzącej żonie może chociaż robić za oparcie. Nic skomplikowanego przecież. Wystarczy stać przed nią i pozwolić oprzeć jej swoją głowę o siebie. Nikt mojemu nie powiedział, żeby zamknął przy tym oczy i nie gapił się na wkłuwaną w moje plecy igłę! Skubaniec zrobił krok do tyłu! Podejrzewam, że to była pierwsza, nieświadoma jeszcze, próba pozbycia się mnie na amen. Nie spowodował mojego paraliżu, ale przez niego musiałam przesiedzieć kolejne trzy minuty bez ruchu!

A potem to już bajka była! Zdążyłam na ostatnią chwilę. Amelia przyszła na świat kwadrans przed północą.

Konsekwencje tego prima-aprilisowego porodu ponoszę każdego dnia.

Moja córka ma fantastyczne poczucie humoru, szybkie i cięte riposty, wielkie, kochające serce, piękną i wrażliwą duszę, a przede wszystkim, nigdy niezamykającą się buzię i wieczną potrzebę dzielenia się swoim światem (oraz jedzeniem, z uwzględnieniem wszelkich słodkich smakołyków, co jest ewenementem w naszej rodzinie). Kiedy proszę, żeby przestała już gadać zaczyna śpiewać to czego nie powiedziała.

Cechuje ją także zupełny brak zrozumienia dla konceptu ładu i porządku oraz fantastyczne wyczucie absurdu, równe mistrzom Słonimskiemu i Tuwimowi.  

Jej miłość do zwierząt spowodowała, że żyjemy w małym zoo, z psem, kotem, królikiem i chomikiem. Ma fenomenalne zdolności negocjatorskie i przy każdej okazji próbuje wrobić mnie w następne zwierzę.

Truchleję na myśl, że mogłam była nie uciec w marcu ze szpitala, albo że mogłam zagryźć zęby, przeczekać święta i doturlać się jakoś do siódmego!

A wtedy ominęłaby mnie ta codzienna radość i ciepełko, które rozlewają się po sercu na widok mojej Amelii.

Gorąco polecam lekturę “Sekretnego języka urodzin” wszystkim przyszłym rodzicom, którym zależy na trafnym i przemyślanym procesie kreacji idealnego potomstwa. Jest to zdecydowanie bardziej intelektualna i moralnie bezpieczna alternatywa dla klonowania. Uważam również, że to opasłe tomisko może być fenomenalnym źródłem do zrozumienia wszystkich pokręconych, nawiedzonych, równo stukniętych i nienormalnych  współmałżonków, krewnych, współpracowników i wszelkiej maści osobników, którzy przewijają się przez nasze życie i nijak nie możemy ich rozgryźć.

Sto lat moja Amelio!

I wszystkiego najlepszego dla mnie z okazji rocznicy porodu!

Reklamy

12 myśli w temacie “Prima Aprilis

  1. No leze ( a raczej stoje, bo wyswietlil mi sie poscik ,ze nowe pisanki , wiec zamiast pracowac , czytam, twoja nowa skrobanine) , usmialam sie znowu ❤️❤️❤️
    Najpierw 100 lat Corence zycze , bez nich nie bylybysmy w pelni kobietami ( te kokarki , skarpeteczki, buciki) 🎂🎂🎂🎂🎂🎂🎂🎂🎂🎂
    a teraz ja pierwszego pierworodnego rodzilam 10 dni po terminie z whazdem na porodowke codziennie rano i powrotem kolo12.. po 10 dniach pani przemila dr powiedziala dosc i zawyrokowala dzis definitywnie rodzimy , lenistwo mego syma przeszlo jednak wszystkie mozliwe etapy w ciagu 18 godz porodu , lacznie z moja wytrzymaloscia bolu . Odwazna pani dr po 12 godz sie pozegnala i poszla sobie zyczac powodzenia , dobrze ze na nowej zmianie byl mlody lekarz , ktory byl tak zajety ze rzucil tylko koniec tego cyrku wbil mi lokiec w brzuch i urodzilam ,,,, kochanego synka , ktory przez cale zycie ma taki sam zaoal do wszystkiego jak i do porodu ❤️❤️❤️❤️

    Polubienie

  2. Czesc Aniu przeczytałam twoja historię porodu i wiesz że mamy podobna historie nawet byś nie uwierzyła w to haha ja cały crejzol ale poważnie wszyscy mnie znając ta co przemieszcza sie w sekundzie mgnieniu oka i sama sie zastanawiałam kiedy i jak nastąpi mój dzień porodu i było tak samo ze tydzień przed było badanie a oni nagle stwierdzili na badaniu ze ja mam dziś urodzić a ja że co dziś urodzić 😂😂moi rodzice wtedy byli u mnie przyjechali mi pomoc jak bede miec baby ! Z ranka wyszłam mowię im ze zaraz wrócę tylko na badanie pojadę ald juz nie wróciłam tylko w tych ciuchach roboczych kazali mi zostać i tez zaraz mi dali właśnie ten ich niebieski szlafrok ( a ja co posiadam niezmierzona ilość energii ) poroniłam kilka selfie w łazience z brzuszkiem i tez właśnie dali mi ta kroplówkę na wywołanie o Boże jak to bolało no i tez zadzwoniłam wtedy po WTedyMęża lol ze bede dziś rodzic i żeby pózniej moich rodziców do szpitala przywiózł ! No i koleżanki przychodziły i dopiero po całym dniu koło 11 PM dopiero jakieś tam bóle sie zaczęły to zapytali tez czy chce epidutal zgodziłam sie potem to nogi były jak z gumy nic nie czułam kazali mi po północy przeć ale nic nie czułam wiec zarządzili cesarkę no i Natala zdrowa po 2h sie urodziła szybko moze jakieś 2h i sie urodziła malutka ale zdrowa pamietam z piątku na sobotę ale na drugi dzien wstać z łóżka masakra -‚mowię tak ja do końca latałam jak głupia zrezszta mnie znacie a nagle wstać nie mogłam sobie mysle co wyście ze mnie kuźwa zrobili człowieka niepełnosprawnego ale powoli powoli było lepiej rodzice przyjeżdżali to był 10 grudnia 2010 i pamietam w niedziele po 2 dniach z kwiatami i prezentami bo tez koleżanki przychodziły w odwiedziny opuściłam szpital a teraz aparatka ma 6 lat ściskam kochana super piszesz lubie czytać 100 lat dla Amelki – mamy podobna historie porodu 😘👌🏼☺️

    Polubienie

  3. Jakie to piękne , że po latach pamiętamy każdy szczegół z tego tak bolesnego dnia i prawie żadna nie pamięta samego bólu . Ale jak Ania była by skoncentrowana tylko na bólu nie było by tej pisanki 😂😂😂
    Dziewczyny jesteście piękne i dowcipne mama i córka , piszcie obydwie dopiero by było opowiadanie : jedna historia ze strony matki i ze strony córki 😂😂😂 Może nie o porodzie , ale następne z waszego życia ? 😊 Wszystkiego Najlepszego dla Amelii 🎉🎉🎉
    ps. ja z pierwszego mojego porodu pamiętam oczy lekarza 😍 I że nie chcieli mi wydać córki , bo nie miałam ubezpieczenia zdrowotnego i trzeba było zapłacić 300 złotych polskich , a nikt mi o tym nie powiedział . Tylko ” nie wydamy dziecka ” 😱

    Polubienie

      1. można było za PRL jak nie miałaś ubezpieczenia i jak nie pracowałaś . Myślałam , że chodzi o ” górę ” pieniędzy , a oni robili mi cyrki o 300 złotych polskich . W prawdzie to był 1980 rok , ale i 300 to nie był majątek .

        Polubienie

  4. ps . Dodam jeszcze ze z religią ” na bakier ” byłam pewna , że 1 listopada to ” dzień zmarłych ” ,a 2 listopada ” Wszystkich Świętych ” , sama zdecydowałam że urodzi się 2 aby ” święci pilnowali ” . Tak też urodziłam , tylko to ” zmarli ” mają nad nią opiekę , a ona sama o sobie mówi ” 666 ” 😜

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s