Kieszonka z dżemem

Z jakiegoś zupełnie niewytłumaczalnego powodu postanowiłam posprzątać moją torebkę. Samo słowo torebka mało oddaje prawdziwą naturę tego czegoś co codziennie noszę na swoim prawym ramieniu. 

Jest taki fajny obrazek autorstwa Zarysowanej Wu, na którym mężczyzna wysypuje zawartość kobiecej torebki. Komentarz do obrazka jest następujący: “Możesz mi podać portfel z torebki? ….iiii następuje zwolnienie blokady maszyny losującej”. To o mnie!

Wywaliłam wszystko na stół.

Dwie książki, bo przecież nie wiadomo, na którą będę miała ochotę albo nastrój. Notatnik grubości 500 stron, bo ja ciągle zapominam, więc zapisuję, no bo jak przez życie z taką amnezją podążać?!

Mniejszy notatnik na wszystkie afirmacje, wizualizacje, mapy marzeń, bo wiadomo, skoro nic nie pamiętam, to nie mogę też marzeń na pastwę swojej niepamięci zostawić. Powinnam wszystkie na głos odczytywać i utrwalać codziennie, żeby mnie, ani Wszechświatowi, nic się nie pochrzaniło, ale na razie musi nam wystarczyć świadomość, że wszystkie marzenia, których nie pamiętam są gdzieś zapisane.

Kalendarz, chociaż nawet z nim mam problemy gdzie i o której mam być. Ostatni strzał w stopę – dwie wizyty w tym samym dniu, na mniej więcej tą samą godzinę u dwóch różnych lekarzy, w dwóch różnych miejscowościach, ale z tym samym dzieckiem, co uważam za światełko nadziei. Wiem, wiem! XXI wiek, można mieć kalendarz w telefonie z namolnie dzwoniącymi przypominaczami. Mam! Ustawione na trzy dni przed, jeden dzień przed, dwie godziny przed i pięć minut przed. Jakoś zazwyczaj znajduję telefon na ten ostatni dzwonek.

Mam też w torbie dużą saszetkę, która w założeniu ma trzymać w ryzach rzeczy mniejsze, żebym, szukając którejś nie musiała zbyt głęboko grzebać. Idea wydawała się być całkiem logiczna, ale okazała się mało realistyczna. Przede wszystkim “rzeczy mniejsze” są w przeważającej większości i o żadnych ryzach nie ma mowy. Poza tym ta pierdzielona saszetka zawsze ułoży się na opak, niczym płód poprzeczny, tworząc z książkami, notatnikami i resztą bajzlu, figury sześcienne twardo obijające moje prawe biodro.

Nie wiem po co mi tyle chusteczek higienicznych skoro zawsze kiedy się upapram nie mogę żadnej znaleźć. Albo gumek do włosów? Że niby z czego ja mam kitkę ukręcić? Długopisów i ołówków tuziny, bo przecież czymś trzeba zapisywać te opasłe notatniki, ale zazwyczaj nie piszą, nie mają grafitu, niezatemperowane, a wieczne pióra wykleksione.

Mam za to całą boczną kieszonkę przeznaczoną na spiżarnię. Torebeczki z keczupem i majonezem z któregoś fast food, sos sojowy od Chińczyka, masło i dżem z dinera, stamtąd też syrop klonowy, pałeczki z ostatniej wyprawy do susharni, pakieciki z mokrymi chusteczkami, Stevia na wypadek gdy trafię w diabetycznie nieuświadomione okolice. Ostatnio znalazłam na dnie dwa Skittels. Jejku, jak się ucieszyłam! Tak mi się coś słodkiego właśnie chciało. Nawet świeże były. Znaczy nie zeszłoroczne, bo, o dziwo, pamiętałam kiedy w tajemnicy przed dziećmi, a w szczególności swoim sumieniem, wciągnęłam paczkę.

Poza tym scyzoryk, gdybym została wywieziona do lasu na grzyby, nożyczki jeśli trafię na bardzo głupio opakowany towar i metrówkę ozdobioną kwiatkami i motylkami, zakupioną na szkolnym kiermaszu kiedy moje dwumetrowe dziecko było w zerówce, bo nigdy nie wiadomo kiedy znajdę się w Ikei i oświeci mnie jakiś rewelacyjny pomysł dekoratorski.

Z bardziej kobiecych rzeczy noszę w torbie krem Nivea Soft, od którego jestem uzależniona, jakieś pigułki, gdyby pogoda albo jakaś zołza przyprawiła mnie o ból głowy, plasterki, kilka pomadek, ale zazwyczaj boję się ich używać, wiecie, jakieś nieprzerobione kompleksy z silną mamą w krajobrazie dzieciństwa oraz próbki perfum, bo odkąd wypsikałam ostatnie zakupione przez mężczyznę duma mi nie pozwala samej sobie nabyć nowych. No dobra, budżet mi nie pozwala, więc jakby jakiś pan chciał mi mój zapach uratować to tylko  j’adore Diora, co do rozmiaru absolutnie nie będę marudzić.

Kobieta nie powinna płacić za swoje drinki i perfumy. Osobiście dorzuciłabym do tego jeszcze hipotekę za dom, ale nie oszukujmy się, już nieźle muszę się namęczyć przed lustrem, żeby się na darmowe martini zakwalifikować…

Jak ja doszłam od saszetki z ketchupem do hipoteki?

Najczęściej torbę biorę ze sobą do samochodu, a potem tam ją zostawiam, bo nie chce mi się ciężarów tachać i do sklepu, albo gdzieś-tam, lecę z portfelem, komórką i kluczami w ręku. Dobrze, że dłonie mam duże, bo telefony coraz większe, a portfel coraz grubszy, niestety od paragonów. Mój dziadek mawiał, że z takimi łapami to do fortepianu albo łopaty. Cóż, ucho mam drewniane, od łopat staram się uciekać, ale przynajmniej na najszerszej klawiaturze mam zasięg.

Ja mam całe życie w torbie. I śmię twierdzić, że jeśli jakaś kobieta nie ma, to jest to wysoce podejrzane i lepiej takiej nie ufać! Takie kobitki z małymi torebeczkami to albo udają kogoś kim raczej nie są albo są na torebkowym odwyku i pewnie bardzo się męczą. Był czas, że Moja Bogini zawsze w torebce miała pojemniczki z jedzeniem, a przede wszystkim coś z kurczakiem. I kiedy któregoś razu jej głodne dziecko nie znalazło takowego, z oburzeniem zapytało „A gdzie kura?”. Potwierdza się więc fakt, że w wychowywaniu dzieci najważniejsza jest rutyna, a kobieca torebka ma w tym procesie wielkie znaczenie.

Wczoraj odwoziłam do szkoły swoje dzieci i musiałam dać im jakieś pieniądze na lunch, bo niestety nie dorastam do standartów mojej koleżanki i kury w torbie nie noszę, przestałam się też oszukiwać, że wstanę wcześniej, żeby dzieciom lunche przygotować. Jeśli ktoś zaproponuje, żeby je dzień wcześniej zrobić, to zapewniam, że jak się sprężę, to nawet sto powodów przeciw znajdę. Ale mi się nie chce. Musiałam więc dać pieniądze. Córka podała mi portfel z torby leżącej obok niej, a tam grubo, znaczy cała dwudziestka. Przypomniało mi się, że dzień wcześniej jakąś resztę w kieszonkę wsadziłam, bo do porfela było za daleko, mówię więc „Niunia, wyciągnij drobne z kieszonki z dżemem”. Taka konsternacja nastąpiła, że nawet  Pierworodny, przebywający w stuporze od momentu „przebudzenia”, odezwał się ludzkim głosem. „A co to jest kieszonka z dżemem?”. Czasem przeraża mnie ogrom pracy, którą będę musiła z nim wykonać…

A! Mam też skarpetki i kompas! Nigdy przecież nie wiadomo gdzie wyląduję!

Reklamy

11 myśli w temacie “Kieszonka z dżemem

  1. Nie lubię ogólnie toreb , torebek i siateczek . Pod tym względem mogłabym facetem się urodzić . Kieszenie jak są – zawsze mam wypchane : telefonem , kluczami i ” zasrywałką ” psa . Torba jak trzeba – czym większa tym bardziej pusta . Mam tych toreb kilka , bo do butów trzeba dopasować i w nich co można zawsze znaleść ( i tam ich szukam jak potrzebuję ) WIZYTÓWKI , które upycham po każdym spotkaniu z nowymi ludźmi 😜 Dżem , ketchup też znajdowałam , ale jak mieszkałam z dziećmi , syn uwielbiał ” maszkecić ” na mieście i zwłaszcza ketchup ” ichniny ” był lepszy od tego w domu . Ale ogólnie precz z torebkami !
    A u was kobiety jak to wygląda ?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Elu, musimy popracować nad zawartością twojej torby! Przecież w razie ataku zombie albo końca świata będziesz totalnie nieprzygotowana jak tak dalej pójdzie!😜

      Polubienie

      1. Aniu , to Jacek zarządza takimi przypadkami . Ja muszę mieć ręce wolne dla / na psa 😍😂😂😂

        Polubienie

      1. Ja też !!! Mam taki jeden sklep , gdzie dział z torebkami jest większy niż z kosmetykami 😱 Bardzo denerwujący ( sklep ) dla mnie 😍

        Polubienie

  2. Normalnie znowu o mnie!!!! Az z ciekawosci zajrzalam do swojego Sezamu 😤 Dominuja rachunki i kupony glownie przeterminowane I nie uzywane bo jak to odnalezc. Poza tym 4 szczoteczki do zebow I 2 pasty w reklamowce; skarpetki dziecka bo zapomnialam wyjac… I nozyce takie do ciecia kury bo kiedys potrzebowalam normalnych ale nie moglam znalezc. wiec te do kury sie przydaly. Aniu kocham twoje pisanki… ja je nazywam felietonami… od razu czuje sie lepiej 😘😘❤️

    Polubione przez 1 osoba

    1. Uwielbiam Twoje poczytajki , i tak teraz mysle o swoim ;plecaczku , nowka , zakupiony na china town , w ktorym przewazaja butelki z roznymi napojami , bo albo sok ogorkowy , szejk bananowy , zupka warzywna ,i pusty kubek po kawie , bo rano w reku go dzierze i popijam cala droge do pracy , rano pelne , wieczorem oproznione , dzis w bocznej kieszzoneczce znalazlam obok kremu do rak , kawalek przepysznej bialej czekolady….do poczytania nastepnego , pozdrawiam Dorota…

      Polubione przez 1 osoba

  3. Pokaz mi zawartosc swojej torebki a powiem Ci kim jestes i w jakim momencie zycia sie obecnie znajdujesz.Mnie nie zdziwi absolutnie nic w damskiej torebce.W mojwj nikt z domownikow nie chce nic szukac.Zawsze cholernie ciezka,nosze kilogramy bilonu,zawsze jak wydaja mi reszte w bilonie to jakos tak wrzucam do torebki luzem.Pare razy sama bylam zmuszona do odwrocenia jwj do gory nogami,wysypania calej zawartosci np.na klatce schodowej pod drzwiami klientow w poszukiwaniu klucza do mieszkania.Kiedy siedzac w autobusie siegam po telefon zawsze wypada mi podpaska😂😂 juz nawet przestalo mnie to zawstydzac.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s