Mini me

Napisałam jednemu dziecku urodzinową laurkę to wypadałoby i drugiemu, znaczy się temu Pierwszemu. Ale zanim podzielę się swoją Historią Porodu przedstawię wersję, którą w żartach opowiedziałam dziecku kiedy miał lat sześć. Całe szczęście, że syn ma po mamusi poczucie humoru, więc się z tego potrafi śmiać. Co prawda po kilku dobrych latach, ale nie czepiajmy się szczegółów.

Wszystko zaczęło się od faktu, że Pierworodny ma od małego cudne zdolności naśladowania akcentów, więc kiedyś palnęłam, że znalazłam go pod drzwiami z karteczką, iż pochodzi z rodziny Gupta. Żeby bardziej dopasował się do rodziny wymoczyłam go w wiadrze chloru, no i tak z nami został.

Zanim posypią się na mnie gromy, że dzieciaka psychicznie wytarmosiłam, chcę nadmienić, że dziecko tarmoszone było systematycznie, mniejszymi lub większymi numerami wycinanymi mu przez rodzicielkę, dzięki czemu ma dzisiaj zdystansowane spojrzenie na świat, bo nigdy nie wiadomo, czy właśnie ktoś nie robi go w bambuko, oraz niesamowicie rozwiniętą wyobraźnie pozwalającą mu, na rozłożoną na lata wendettę, na niedobrej mamusi. A mamusia pęka z dumy!

I zanim posypią się na mnie gromy związane z moją niepoprawnością polityczną i używaniem innych narodowości do robienia sobie jaj z własnego dzieciaka … C’mon! Bez przesady! Jaja z Polaków też sobie robię. Jesteśmy bardzo wdzięcznym materiałem.

Jakby nie było, mamy wspólną historię do opowiadania, przy której padamy ze śmiechu.

Prawda była jednak taka, że musiałam go sobie urodzić, a ponieważ postanowił urosnąć do pięciu kilogramów wcale nie było łatwo. Przede wszystkim bóle zaczęły mi się 13-go maja i w swojej pierworodnej naiwności pomyślałam, że urodzę trzynastego. Haha! Mniej więcej dwadzieścia cztery godziny później zostałam Mamą. Był czternasty. Druga niedziela maja. Amerykański Dzień Matki.

Jest takie koreańskie powiedzenie, że kobiety są słabe, ale matki silne. Swoją siłę jako matka miałam okazję poznać już w połowie porodu, kiedy udało mi się z mojej lewej nogi zrzucić znacznych rozmiarów pielęgniarkę. Jednym kopnięciem! Pielęgniarka leżąca na mojej prawej od razu ze mnie zlazła. Do dziś się zastanawiam czy dwie baby na nogach i tyłek w górze to jakaś innowacyjna technika porodowa? “Wystrzel dziecko jak rakietę!”? Wolałabym basen z ciepłą wodą i dulę, ale na to się nie załapałam.

Na kopniaka również niemal załapał się lekarz odbierający, bo niepotrzebnie się ucieszył, że to jego pierwsze takie duże dziecko urodzone metodą naturalną. Po pierwsze, nie jego. Po drugie, ja bym mu dała metodę naturalną, gdybym wiedziała co w sobie noszę!

Chociaż był jeden przyjemny moment, który wspominam ze wzruszeniem i niejaką tęsknotą. Ten, w którym podłączyli mnie do kroplówki ze znieczuleniem i poczułam ciepełko rozlewające się od mojej prawej ręki po reszcie ciała, a potem to już jednorożce i motylki w technikolorze.

Jako świeża matka, bez własnej mamy przy boku, za to ze zdziecinniałą pięćdziesięcioltenią szwagierką opowiadającą z przerażającą rubasznością jak to każde, KAŻDE! , dziecko w rodzinie udało jej się upuścić na podłogę lub w jakiś sposób wyrzucić z wózka, postanowiłam cieszyć się z faktu, że urodziłam sobie od razu trzymiesięczne dziecko, i że jestem do przodu. 

Swoją drogą, moja, dzięki Bogu była już szwagirka, zasługuje na oddzielny post. Kobieta zdolna niesłychanie, potrafiłaby się zgubić w kiosku ruchu.

Zastanawiam się czasem jak to się dzieje, że w moim dziecku może być tyle mnie? No niby wiem, geny rozumiem, maturę z biologii pisałam, już udowodniono, że nasze cechy charakteru przenoszą się genetycznie, ale jednak łatwiej mi ogarnąć, że dzieciak ma oczy po mnie, niż jak mi między nie przywali  jakimś zdaniem niemal z moich ust wyjętym. Przez lata nazywałam go moim “mini me”, ale odkąd patrzy na mnie z góry już nie wypada.

Coraz trudniej przychodzi mi zrobić go w balona. Coraz łatwiej sama padam ofiarą jego żartów. Niesłychanie inteligentna bestia, z rewelacyjnym poczuciem humoru i „starą” duszą. Czasem takim dobrze w życiu, czasem gorzej. Trzymam kciuki, żeby jemu gorzej nie było.

Każdej drugiej niedzieli maja wspominam mój pierwszy Dzień Matki, mój pierwszy dzień jako matka. W tym roku po raz pierwszy od 17 lat będzie podwójne święto.

FB_IMG_1494687903222

18261312_10213227935711702_1720903697_o

 

Reklamy

3 myśli w temacie “Mini me

  1. Ania zatem wspaniałego podwójnego święta i kontynuacji dystansu do siebie jako Matki. 🙂 BTW ileż to w temacie podejścia do rodzącej kobiety zmieniło się w zaledwie kilkanascie lat!

    Polubienie

  2. Wszystkiego Najlepszego w podwójnym święcie ! Tyle miłości matczynej jest w tobie , że nawet to ” bambuko ” jest kochane . Ciesz się dziećmi dopóki są z tobą !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s