Zimne cycki

Jesień to moja ulubiona pora roku. Wreszcie mogę nosić przytulne ubrania bardzo przypominające kocyki. W Polsce miałam ten komfort, że jesień czasem zaczynała się już latem. W Ameryce, po mojej stronie, trzeba na nią czekać dużo dłużej. Przekonałam się o tym już w pierwszym roku mojego przyjazdu, gdy zaczęłam odziewać się w kocyki i jesienne półbuty, bez wcześniejszego sprawdzenia temperatury. Owszem wcześnie rano bywa chłodno, ale później śmiało można pomykać w jezuskach. Czasem nawet do listopada. Czasem nawet w listopadzie, można latać na randki z gołymi nogami i w letnich sukienkach. Czasem jesieni nie ma i jezuski od razu trzeba zmienić na kozaki.

Przeprowadzka do Poconos przyniosła nadzieję na bardziej polski klimat. Jesień jest tu zawsze cudna, a zima zimowa. Chociaż moi znajomi boki już zrywają strasząc, że mój zachwyt opadnie z pierwszym śniegiem, kiedy będę mogła nagrać własną wersję „Domku w Karkonoszach”. Dupa, nie nagram! W razie co – napiszę.

Widzę, że w New Jersey ludzie jeszcze jeżdżą nad ocean poleżeć na plaży. U mnie też ciepło, chociaż już kilka razy się zdarzyło, że włączyłam ogrzewanie. Muszę naprawdę tego drwala znaleźć. Dużo drzewa do kominka będę potrzebowała.

Kiedy zostałam sama z dziećmi w moim domu w NJ, zabrałam się za remonty. Baby tak mają, a słowa „baby” zawsze używam z czułością, że po facecie robią porządki. Zazwyczaj na głowie i w szafie, ja poleciałam w łazience i w kuchni. Łazienka, aż się prosiła, bo dekor wczesnych lat czterdziestych, czyli zestaw „pink & avocado” przyprawiał mnie o szok kolorystyczny przy każdym sikaniu.
Wymyśliłam sobie także , że skoro dzieci podrosły, żadnego kąpać nie trzeba, to wanna mi już niepotrzebna i będzie sam prysznic.

Nie to, że moczenia w wannie nie lubię. Wręcz przeciwnie – uwielbiam. Mam tylko problem ze standardami amerykańskich wanien. Standardowa amerykańska wanna jest w stanie w całości, na leżąco, przykryć wodą, ciało do metra czterdziestu pięciu. Niestety moja nadwyżka dwudziestu trzech centymetrów zawsze gdzieś wystawała. Marzły mi albo kolana albo cycki. Niefajne to było.

Ale ponieważ kobieta zmienną jest, to już w pierwszej zimie po remoncie trochę pożałowałam swojej decyzji. Bardzo mnie ucieszył fakt, że w nowym domu wanna była! Rewelacja, pomyślałam. Będę się znowu mogła moczyć! Już nawet sobie obmyśliłam technikę rotowania kolan i cycków, żeby wszystkim równo ciepło było. A jak się tak rozłożę w ciepłej kąpieli z książką w ręku, to może nie będę widzieć, że wanna niebieska a ściany różowe.

Pierwszy chłodny wieczorek przyszedł, właśnie wróciłam po całym dniu biegania z końmi (o tej części mojego życia już niebawem), pierwsze co poleciałam nalać wody do wanny. Szczodrze dodałam, specjalnie na tą okazję zakupionego lawendowego płynu do kąpieli i siup, wlazłam. Pierwsze wrażenie – urosłam. Nawet ciału o długości metra czterdziestu pięciu coś w mojej nowej wannie zmarznie. Trudno. Jest co jest, nie ma co marudzić. Trzeba się będzie bardziej rotować.

No a potem skończyła się gorąca woda. Długość mojego ciała okazała się nie mieć znaczenia. Bojler wyprodukował zaledwie na połowę jego szerokości. Żebym nie wiem jak się rotowała cała górna powierzchnia mi wystawała.

Dekor mojej łazienki zupełnie przestał mnie wkurzać. Bez znaczenia. I tak dupa blada, a cycki zimne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s