Podążam

Facebook mi rano przypomniał, że mam rocznicę. No, więc siedzę i dumam od rana, bo w końcu rocznica zobowiązuje. Czy przez ten rok dałam radę? Czy nie skusiłam? Czy mogę być z siebie dumna? Zadowolona? Czy jestem szczęśliwa?

Brakuje mi w polskim języku rozróżnienia jakie daje język angielski: “house” i “home”. Dokładnie rok temu zamknęłam za sobą po raz ostatni drzwi domu w Lawrenceville. I chociaż on nadal do mnie należy, to już nie jest mój dom.  To jest już tylko mój “house”. “Home” czekał dwie i pół godziny na północny- zachód w górach Poconos, które wbrew naturalnemu skojarzeniu, nigdy nie miały nic wspólnego z Pocahontas.

Winston od razu uciekł z pudełka, w którym miał podróżować, a Edek jak zwykle dostał napadu radosnej nerwicy. Kot i pies luzem… co może pójść nie tak?

Zaraz po tym jak zjechaliśymy  z dróg, na których nie brakowało pobocza do zatrzymania, Edek puścił bąką z klockiem. Na trójkąciku trawy pomiędzy zjeżdżającą się cztero- i dwupasmówką oddał całą resztę, którą najwyraźniej magazynował przez poprzedni tydzień. Dzisiaj patrzę na ten ostatni “spacer” w New Jersey bardziej symbolicznie. Ja i Edgar, wjeżdżaliśmy do Pensylwanii leccy. Całe gówno zostało za nami.  Pierworodny wjeżdżał na wkurwie z ulgą, po tym jak tatuś oświadczył, że nie wyobraża sobie mieszkania z synem. Wkurw, że jak to nie chce? Ulga, że Bogu dzięki, nie musi zostać z ojcem. Amelia miała tylko konie w głowie. Kot miał wszystko w dupie.

Dwie i pół godziny drogi to na Amerykę mało, na Polskę już więcej, dla relacji między ludźmi czasem lata świetlne. Dystans geograficzny weryfikuje znajomości. Miałam wrócić z podkulonym ogonem.  Nie wróciłam.

Przez ten rok, przez mój nowy dom przewinęło się wielu gości. Większość z nich, w którymś momencie wypowiadało mniej więcej to samo zdanie: “Widać, że jest ci tu dobrze. Fajnie, że udało ci się z tego pieprzonego NJ uciec.”.  I tak sobie za każdym razem myślę, że przecież to nie była ucieczka. Znalazłam miejsce, w którym żyje się wolniej, spokojniej, w większej zgodzie z naturą. Latem jest chłodniej, zima trwała pół roku. Ludzie są bardziej mili i uprzejmi, bardziej chętni do pomocy. Od razu poczułam, że chcę być właśnie tu. I jestem. Nie uciekłam z NJ. Przyjechałam do PA. Tylko tyle. Aż tyle.

Tutaj i tam. Pierworodny pięknie skończył ostatni rok szkoły średniej, której wcale nie planował zmieniać. Ale Wszechświat zadecydował, że będzie z nami. Dziś ma konkretne plany co dalej. Tam nie miał pojęcia. Amelia prawie mieszka w stajni. Przez ten rok tutaj zdobyła wiedzę, doświadczenie jakich nie mogłaby zdobyć tam. Dziś ma swojego konia, a ja wiem, że nie muszę się o jej przyszłość martwić.

Ja, chociaż czasem muszę się nieźle natyrać i nakombinować, żeby było normalnie, bo z pracą nie jest łatwo, i tak wolę tu niż tam. Daję radę. Znalazłam rodzinę zastępczą. Mam wsparcie ale sama też, mimo wszystko, mocniej stoję na nogach.

Nie wszystkim się podoba to co robię. Nie musi. Wreszcie jestem w takim miejscu i czasie, że nie ma to dla mnie znaczenia. Ktoś powiedział, że mam słomiany zapał. Łapię się czegoś i nie kończę. Niespełnieni ludzie mierzą innych swoją miarą. Ja wolę spróbować, niż zaniechać. Nie każdy pomysł jest dobry. Nie wszystko musi wyjść i się zmaterializować. Wszystko za to uczy, posuwa do przodu, otwiera nowe drzwi. Ja nie stoję przed ścianą latami i nie płaczę. Ja się na nią wspinam, podkopuję albo próbuję obejść.

Ryzykuję, robię głupie rzeczy, wracam z krową do domu, bo tak wyszło. Krowa poruszyła masę serc, a mimo to znalazła się bliska osoba, która zaliczyła ją jako moją osobistą eksrawagancję. Gdyby Zośka przeżyła pewnie bym twaróg z jej mleka robiła. I tylko dlatego, że nie przeżyła, wiem jakie wielkie serce mają moje dzieciaki, i że każdy z nas chce, może i daje z siebie ile trzeba kiedy trzeba. Żyję tak jak chcę. Z krową w kuchni, koniem w stajni, pięćdziesiątym siódmym pomysłem na życie. Moje życie.

Trzy miesiące po naszej przeprowadzce Pensylwania zmieniła tablice witające wjeżdżających do stanu kierowców. “Welcome to Pennsylvania. Pursue your happiness.”. Witaj w Pensylwanii. Podążaj za swoim szczęściem. Podążam.  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s