1

Już mi się wydawało, że weszłam w wiek, w którym sezon na wesela moich znajomych minął, a naszych dzieci jeszcze nie nadszedł, a tu niespodzianka… moja koleżanka wyszła za mąż. Nie wiem po co, no ale wyszła. Trzeba się cieszyć i trzymać kciuki, więc trzymam. Mocno.

Może to przez moje doświadczenia z mężami, może przez to co widzę i słyszę (jedni się rozwiedli, drudzy są w trakcie, jeszcze inni  w separacji albo po równi pochyłej nieuchronnie zmierzają ku wielkiemu “bum”), ale nie mam zbyt wielkiej wiary w instytucję małżeństwa. Coraz bardziej za to wierzę w oddzielne konta bankowe, oddzielne sypialnie, a najlepiej oddzielne domy i dochodzenie do siebie w celach przyjemnie rozrywkowych. Może mi się to wszystko zmieni, kiedy wreszcie stanie na mojej drodze jakiś drwal ze Szwecji. Może wtedy walnę się w pierś i przyznam, że jednak racji nie miałam. Moja Siostra Zastępcza stwierdziła, że motyle w jej brzuchu dawno zdechły z braku nadziei, a ja stwierdzam, że nawet ślub znajomych jakoś owej nadziei i tychże motyli wskrzesić nie da rady.

 

Nie ma nazwy na kobietę nie będącą w związku, które nie trąciłoby  negatywnym podtekstem. Nie jestem kobietą samotną, bo mam z kim spędzać czas, pogadać, wyjść, głupa popalić, a czasem nawet udaję, że mnie nie ma w domu lub nie odbieram telefonu, bo właśnie chcę pobyć sama! Z tych samych powodów nie jestem kobietą osamotnioną. Nie jestem sama, oprócz tych chwil, kiedy chcę być. Jestem niezamężna i rozwiedziona, ale nie chcę być definiowana przez pryzmat nieobecności jakiegoś mężczyzny w moim życiu. Nie jestem bez pary, bo ja nie skarpetka. Nie jestem kobietą stanu wolnego, bo oznaczałoby to, że będąc z facetem rezygnuję ze swojej wolności. Nie jestem kobietą z odzysku, bo nie jestem ani wtórna, ani wykorzystana. Nawet “stara panna”, którą też nie jestem, jest określeniem pejoratywnym. Język polski nie dopinguje kobietom.

Za to dopinguje Algebra! Jestem, więc  Jedynką. Bo Jedynka i Ja mamy, wbrew mojej alergii do matematyki, wiele wspólnego.

Jedynka jest pierwsza. Jestem więc dla siebie najważniejsza. Ważniejsza od wszystkich, w tym (o zgrozo!) od własnych dzieci. Moja wewnętrzna Matka Polka uległa jakiejś mutacji, bo nie ma we mnie genów poświęcania się i cierpienia w imię “wyższego dobra”. Ja jestem dobrem wyższym. Beze mnie będzie dupa. Czarna dupa. Tym z matematyczną nerwicą natręctw, dla których jedynka nie jest pierwsza, tłumaczę, iż zera nie liczę. Bo nie ma wartości. Zero to taki były mąż, który nie płaci zasądzonych alimentów. Oficjalnie jest, ale go nie ma. Nawet jak je do Jedynki dodać, to i tak nic nie zmieni i wszystkie rachunki ma na swojej głowie ona. Jasne?

Jedynka jest naturalna. Ja też. Przede wszystkim dlatego, że jestem za stara, żeby się kamuflować. Nie mam energii na wymyślanie siebie. Nie mam energii na sytuacje, znajomości, aktywności, które mnie męczą, nudzą albo uwierają. Za bardzo muszę się nagibać na te rachunki, do których zero nie dodaje.

Jedynka jest niepodzielna. Jest całością. Jest kompletna. Cała ja.

Jedynkę zawsze można gdzieś dodać. Mnie też. Wchodzę w krótsze lub dłuższe równania. W zależności od ochoty lub potrzeby staję w parze lub grupie. Z tych samych powodów odchodzę. Bo co można dodać, można odjąć.

Jak Jedynka jestem całością. Jestem częścią. Tworzę nowe. Zmieniam stare. Nie kończę się. Jestem doskonałością, choć nie jestem doskonałą.

Chciałabym, żeby więcej kobiet potrafiło tak matematycznie na siebie spojrzeć. Tak wiele Jedynek stoi latami przy zerach, nie widząc swojej wartości. Trwa w imię dzieci, finansowej stabilizacji, strachu przed zmianą. Albo dodaje się do zera, aby nie być cyfrą.

A przecież Jedynka jest cyfrą i liczbą równocześnie. I to liczbą całkowitą.

W imię tych wszystkich jedynkowych wartości poszłam na ślub w Martensach. Jeszcze dwa lata temu latałam w sukienkach, butach na obcasach, z pomalowanymi paznokciami na wszystkich dwudziestu palcach. Bo taka wtedy byłam. Tak mi pasowało. Chciałam czuć się kobietą. Chciałam, aby inni czuli, że ja czuję, iż tą kobietą jestem.

Tu muszę, się przyznać, że nie zawsze było to dwadzieścia pomalowanych palców. Zdarzały się okoliczności, i tak, było ich kilka, kiedy lenistwo i wygoda powodowały, że tych pomalowanych było tylko tyle ile na rękach i ile z butów wystawało. Czyli zazwyczaj dwa, czasami trzy.

Dwa lata później nadal jestem kobietą. Chociaż okazjonalny włos na brodzie potrafi wprowadzić mnie w chwilowe zwątpienie. Dzisiaj moja kobiecość to moja siła, świadomość i swoboda. Ma być wygodnie. Ma nie uwierać. Ma się w tym dać wsiąść na konia. Ma się w tym, bez poczucia straty, wejść w błoto. Dzisiaj taka jestem. Tak mi pasuje.

Dlatego perspektywa ubrania sukienki, butów na obcasie, pomalowania wszystkich dwudziestu palców, ogolenia “większej połowy” moich nóg, zrobienie PEŁNEGO makijażu i uczesania się na poważnie z użyciem narzędzi elektrycznych, przyprawiła mnie o napad niewygody. W imię uczucia do Panny Młodej postanowiłam pójść ze sobą na kompromis. Sukienka, prawie pełny makijaż (szminkę nałożyłam tylko raz i jak się zjadła to już  nie moja wina!), prostownica do włosów, paznokcie u rąk, i ogolenie “mniejszej połowy” moich nóg. No i Martensy.

Może gdybym była młodsza i witka jak szczypiorek w czerwcu, Martensy nie byłyby powodem do rzucenia okiem na moje nogi. Ale nie jestem. Kilka brwi się uniosło, kilka twarzy się uśmiechnęło i chociaż początkowo bardzo byłam świadoma mojego obuwia, to szybko mi przeszło. Wiek, sylwetka, okoliczności, stan portfela nie mają znaczenia. Jestem Jedynką. Jestem pierwsza, naturalna, niepodzielna. Jestem cała. Cała Ja.

 

P.S.

Chciałam w tym miejscu przeprosić WSZYSTKICH moich nauczycieli matematyki, którzy wykonywali ciężką orkę na jałowym polu ucząc mnie przedmiotu. Szczególnie mojemu wychowawcy z klasy maturalnej, którego nazwiska nie pamiętam, ale niech Pan nie bierze tego do siebie, bo ja mało co pamiętam, a poza tym ma Pan dzisiaj prawdopodobnie conajmniej 110 lat, więc nie oszukujmy się, że Pan żyje, albo mnie pamięta. Te szczególne podziękowania należą się za poszerzenie skali ocen. Otóż, był czas kiedy byłam zerem matematycznym przy skali 1-6. Ale za to dzisiaj jestem Jedynką!

Przyznaję! Matematyka jest Królową Nauk i jest niezbędna do życia!

Reklamy

4 myśli w temacie “1

  1. Tak więc moja droga koleżanko zrobiłaś furorę w martensach na początku dziwnie mi się na ciebie patrzyło aczkolwiek To że coś wymyślisz było pewniakiem i nie pomyliłam się a twój Strój był naprawdę cool🙃 bardzo się cieszę że odnalazłeś i wciąż odnajdujesz siebie i fantastycznie że czułas się wygodnie I swobodnie mam nadzieję że jeszcze nie raz się zaskoczymy bo to jest bardzo miłe a czasem nawet zabawne uczucie. Bardzo Miło się czyta że poszłaś na pewne kompromisy ze soba dla mnie, loviam cię 😚🤪

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo mi się podobało. Szczególnie o zerach.
    Masz bardzo zdrowe podejście, życzę go wszystkim. Zarówno paniom, jak i panom – oni też często nie wiedzą, że powinni być jedynką.
    Przy okazji dobrze się czytało. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s