Bo kobieta jest siłą

Obudziłam się o 1:22 w nocy i nawet specjalnie nie jęcząc, potuptałam do kuchni szukać tabletek przeciwbólowych. Powinnam napisać “wydobywać” tabletki, bo u mnie tak łatwo nie jest. To niemal praca na urobku. Kiedy sobie już mniej więcej przypomniałam, gdzie posiałam koszyk z lekami, musiałam się jeszcze do niego dostać. Wyjęłam ze schowka pod schodami, gdzie jest miejsce na mniej więcej  pięć koszyków, siedem innych pełnych rzeczy pod tytułem “kiedyś się przyda, a szkoda wyrzucić”, albo “ nie wiem gdzie to wsadzić”. Udało mi się nie wysypać worka pełnego psiego jedzenia, ani nie pourywać rurek na bojlerze, ani nie zdechnąć z bólu. Standardem podobno w każdym domu jest szuflada śmieciówka. Z dumą ogłaszam, że ja takowej nie mam. Ja mam cały schowek. Jak żyć to z gestem. A co!

Przyczyną moich nocnych wykopalisk był tym razem mój prawy jajnik. I Bogini dzięki, że prawy, bo przez lewy kiedyś, o mało co, do Polski nie poleciałam w obawie, że zejdę w locie na wyrostek. Ale nie bójcie się, nie będzie to pisAnka hipochondryczna, w której żalić się będę, gdzie mnie strzyka, a gdzie pali. Nie, nie. To będzie wpis do księgi skarg i zażaleń. Wskazane by było, aby Panowie przeczytali do końca. Może zapali to jakieś światełko w tunelu.

Mój jajnik uświadomił mi, że nie jest łatwo być kobietą. Nie żebym sobie do tej pory sprawy z tego faktu nie zdawała. Ale doszło do mnie, że nasze ciało ciągle daje nam w kość. Ledwo cycki nam zaczną odstawać, dostajemy okres. Ponieważ krwawienie najwyraźniej nie jest wystarczającą niedogodnością życiową, zazwyczaj towarzyszy mu ból. Po cholerę, ja się pytam, ledwo nastolatka (a czasem nawet nie) musi przechodzić takie jazdy miesiąc w miesiąc? No gdzie współczucie? Miłość? Nie dość, że musi jakoś wykombinować jak ogarnąć przewijanie, dyskretne urywanie się z lekcji, wytłumaczenie się panu od wuefu, ciągłe sprawdzanie czy spodnie na tyłku koloru nie zmieniły, to jeszcze faszerować się lekami, żeby móc jakoś funkcjonować. Masakra.

Potem jest jeszcze ciekawiej. Pojawia się jakiś osobnik płci przeciwnej. Hormony zaczynają się gotować, chciałoby się bara-bara, ale trzeba się zabezpieczyć. Żyjemy w kulturze, w której, mimo, że mężczyźni są sprawcami wszystkich ciąż, ciężarem odpowiedzialności za zajście zazwyczaj obarcza się kobietę. Proszę sobie to na spokojnie przemyśleć. Mężczyzna jest w stanie zapłodnić kobietę przy każdym stosunku. Kobieta nie jest w stanie przy każdym zajść w ciążę. Więc, ja się pytam: na kogo bardziej powinna być ukierunkowana antykoncepcja?  Jak ma się prezerwatywa do tabletek hormonalnych, spirali, wkładek, plasterków i całej masy innych metod, z których żadna (!) nie pozostaje obojętna dla zdrowia kobiety! Czy wiecie, że hormonalne środki antykoncepcyjne dla mężczyzn nie zostały wpuszczone na rynek, gdyż miały zbyt dużo skutków ubocznych? A czy wiecie, że była to tylko część skutków, które powodują hormonalne środki dla kobiet dostępne na rynku?

Osobiście proponuję podwiązywać mężczyzn we wczesnej młodości, kiedy burza w jajkach zakłóca funkcjonowanie połączeń mózgowych. To jest w końcu procedura odwracalna, więc kiedy mężczyzna będzie naprawdę gotowy do zostania ojcem, tada! No problemo! Można też, na wszelki wypadek, zamrozić spermę, bo wiadomo, życie nie bajka, shit happens.

Liczę się z tym, że większa część Panów gotowa jest mnie teraz ukamienować. Jakakolwiek ingerencja w klejnoty jest przecież zamachem na Męskość. Wierzę jednak, że prawdziwa Męskość idzie w parze z Mądrością i Logiką, więc dzielnie walczę o to światełko w tunelu.

Potem jest jeszcze ciekawiej. Powiedzmy, że ciąża jest wynikiem porozumienia a nie przypadku. Hormony znowu w kobietach robią rewolucję. Pierwsze przychodzą poranne mdłości, kiedy rutynowe rozpoczęcie dnia od wizyty w toalecie diametralnie zmienia znaczenie. Później zaczynamy jeść za dwóch. I żeby tylko! Cholera co my jemy! Osobiście na raz mogłam zjeść dwie skrzynki mandarynek, z czego pół pierwszej w drodze do kasy, a drugie pół w drodze do domu. Wędzonego łososia zagryzałam czekoladą z orzechami, i tylko tą z okienkiem! Jak takiej nie było to był koniec świata!  Koniec świata miał również miejsce około północy w siódmym miesiącu, kiedy ówczesny małżonek odmówił wypadu do knajpy po zapiekankę. Siedziałam wpatrzona w zdjęcie na menu kołysząc się jak dziecko z chorobą sierocą. Nigdy mu tego nie wybaczyłam. Kolegi żona jadła marchewki wyrywane z ziemi. Bo takie były najlepsze. Każda ciężarna ma swoje „smaczki”.

Rosnące dziecko zasłania nam pole widzenia i ogranicza pole manewru. Z łóżka trzeba się sturlać, z krzesła trzeba nas wypchnąć, buty trzeba mądrze wybierać, żeby można było je samej założyć, a poleżenie na brzuchu staje się raptem najsłodszym pragnieniem. Wszystko jest spuchnięte, obolałe, a taka np. reklama kawy w telewizji potrafi doprowadzić do niekontrolowanego napadu płaczu. Zresztą wszystko może doprowadzić do niekontrolowanego napadu płaczu. WSZYSTKO!

Najbardziej sam poród. Qurva jak to boli! Wiesz, że będzie bolało, ale i tak jest zdziwienie. A potem wreszcie widzisz, że jednak masz stopy i płaczesz, bo się za nimi stęskniłaś.

Potem jest jeszcze ciekawiej. Po powrocie do domu trzeba się załatwić. Toż to drugi poród! A wszystko już boli po pierwszym! Potem trzeba się nauczyć karmienia, ściągania własnego mleka, albo przygotowywania sztucznego z zamkniętymi oczami. A przede wszystkim zapomnieć o spaniu. Kobieta generalnie nie śpi, tylko drzemie, przez przynajmniej pierwszy rok życia swojej “pociechy”. Potem “pociecha” zaczyna chodzić a kobieta odświeża swoje umiejętności biegania, uczy się robić dwanaście rzeczy w jednym momencie, dalej płacząc przez hormony, reklamy w telewizji, przez depresję poporodową, albo po prostu ze zmęczenia, a najczęściej ze wszystkich tych, i tysiąca innych, powodów na raz. Gdyby jej mężczyzna z miłości podwiązał sobie swoje dunduny, to w tym czasie nie musiałaby się martwić, że grozi jej szybka powtórka z rozrywki, ale zazwyczaj się martwi. I to bardzo.

Lata sobie mijają, powiedzmy, że gromadka pociech odrosła już od ziemi. Że wreszcie przyszedł czas, kiedy kobieta może przespać całą noc. Ulga. Teoretycznie.Teraz nastaje czas kiedy całe spustoszenie zaczyna z nas wyłazić. Takie rozstępy, wycyckane cycki, czy dodatkowe kilogramy w biodrach, to powiedzmy, kosmetyczne skazy na naszym ciele. Ale qurva spać nie dają też. Kręgosłup naruszony. Jedna ciąża może bokiem wyleźć a co dopiero kilka. A spróbuj kichnąć, podskoczyć albo zaśmiać się bez obaw. No nie da się. Wszystkie wiemy o co chodzi. Włosy przerzedzone. Nie tylko od rwania z głowy z kłopotów. Jedno dobre, że chociaż miesiączki trochę straciły na intensywności. Ale za to zespół napięcia przedmiesiączkowego osiąga najlepsze wyniki. Jakbyśmy nie miały wystarczających powodów do wkurwy, pojawiają się kolejne, wszystkie na dziesięć w skali Beauforta.

I już się wydaje, że ok, da się z tym wszystkim żyć. Nie będę skakać, kupię push-up cyckonosz i jednoczęściowy strój na plażę, zaparzę sobie herbaty z melisą, zapiszę się na jogę.

A potem jest jeszcze ciekawiej. Zaczyna się ona – menopauza. I nie, żeby przyszła, przeszła i bum, po ptakach. Ona się nie śpieszy, więc przez dobre kilka lat kobieta jest w “przedmenopauzie”. Teoretycznie trochę lepiej. Napady gorąca, pocenie, zmiany nastroju, miesiączka bawiąca się w ciuciu babkę, bezsenność. Coś pominęłam?  

Organizm kobiety jest jak fabryka nastawiona na socjalistyczne wykonanie tysiąca procent normy. Pracuje 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Wakacje, dni wolne od pracy, święta można policzyć na palcach ręki. Czasem wyprodukuje jedno dziecko, czasem więcej a czasem wcale, i tak wszystko pracuje na pełnych obrotach. Kiedy coś się zepsuje praca nie ustaje. Najwyżej pojawią się zgrzyty, przestoje, zatarcia, ale idzie dalej!

Uważam, że jestem nie do zdarcia! Nie wykrwawiłam się jeszcze! Przeszłam kilka ciąż! Urodziłam dwoje dzieci! Nie spałam latami, albo spałam gdzie popadnie! Wykarmiłam, sama dojadając! Od lat jadę na rezerwie, a czasem nawet pędzę! Umiem zatrzymać mocz w każdej sytuacji! Potrafię się opanować i nie zabić w okresie przedmiesiączkowym. (Mam nadzieję, że dam radę w menopauzie.) Ogarniam życie swoje i dzieci. Jestem planerem, księgową, bankiem, kim trzeba, kiedy trzeba. Sama. Ja. Jestem Siłą. Bo Kobieta jest Siłą! Powinnyśmy pękać z dumy!

Niech Moc będzie z nami!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s